Jajka sadzone na szpinaku z owocem granatu i parmezanem

Śniadanie wyborne, szybkie w przygotowaniu i lekkie. Specjalnie dla Martusi i wymyślone na prędce.

Dla 2 osób:

  • 250 gram świeżego szpinaku
  • masło wedle uznania
  • 4 jajka
  • owoc granatu
  • parmezan

Po kolei:

Należy umyć lub opłukać szpinak. Dokładnie. Następnie na patelni rozpuszczamy masło, wrzucamy szpinak i blanszujemy – dusimy około 3 minut. Na tą samą patelnię wrzucamy jajka i smażymy jako sadzone. Szpinak na talerz i posypujemy utartym parmezanem. Na szpinak układamy sadzone i posypujemy znowu utartym parmezanem, zdobiąc przy okazji talerz. Na koniec posypujemy całość granatem. Smacznego :-)

 
 
 
 
 
Porady:
Owoc granatu przekrój na pół. Połówkę środkiem połóż na dłoni i łyżką uderzaj od góry. Tym sposobem zawartość granatu bez jakichś dodatków wyląduje na Twojej dłoni.
Otagowane ,

QUINTA VAL DA FIGUEIRA Porto 10 ANOS

Tegoroczna zdobycz z tygodniowego zwiedzania Porto. Odkrycie na miarę Kolumba. Przepyszna 1o letnia Qunita. Przypadek sprawił, że ostatniego dnia pobytu, zajrzeliśmy do najstarszego sklepu z winem w Porto (zdjęcie poniżej). Zajrzeliśmy, spragnieni słońcem po obłędnie orzeźwiającego ananasowego Sumola. Widząc nasze zaoferowanie ogromnym wyborem, starszy Pan – sprzedawca – zaprosił nas na degustację, oczywiście na miejscu w sklepie. Ucząc się naszych reakcji na kolejne próby, wyciągnął z jakiejś szafki rzeczoną Quintę. Cudownie skonstruowana, jak dla mnie po mistrzowsku. Wiem, smak rzecz względna i subiektywna, jednak dla nas (mnie i mojej żony) najlepsze Porto jakie do tej pory przyszło nam pić. Idealnie wyważona słodycz z alkoholem. Czuć beczkę, wędzone śliwki i boczek – tak po polsku. Usta lekko oleiste z długim finiszem. Na końcu – ślinotok.

Butelki przywieźliśmy dwie. Rzecz jasna należą już do historii. Na szczęście znalazłem portugalski sklep internetowy sprzedający wina i Quinta de Val da Figueira jest na wyposażeniu domu. Polecam.

This slideshow requires JavaScript.

Producent: Alfredo Eugénio Cálem Hoelzer, Herdeiros

Region: Porto, Douro

Kraj: Portugalia

Cena: 20 EUR

Otagowane , , , ,

LES HAUTS DE JANEIL GRENACHE SAUVIGNON 2010 FRANCOIS LURTON

Kolejna część zakupowego tryptyku z piątku od Francois Lurtona. Potomka znanej i cenionej rodziny winiarskiej. Jasno żółty kolor, niemalże wyblakły. Co prawda, nie jest to mój ulubiony grejpfrut, ale także bardzo poprawne. Bez euforii, dobrze wyważony kupaż z kwiatami, dębem i serem brie w nosie. W ustach zrównoważone plus nuta kwasowości z długim finiszem. Miałem trochę wrażenie metaliczności. Mogłoby jeszcze poczekać z 2 lata. W sam raz jako świetny towarzysz do narodowego sportu Polaków – grilla. Jedyne 24 złote.

Producent: François Lurton

Szczep: Grenache 80% i Sauvignon 20%

Kraj: France, Vin de Pays d’OC

Rocznik: 2010

Otagowane , , , ,

terres fumees sauvignon 2010 Francois Lurton

Będąc małym brzdącem – pamiętam – nie raz stałem z Mamą w kolejkach po… w kolejkach które ustawiały się po taki asortyment – jaki akurat rzucili. Za dużego wyboru nie było. Pamiętam też – jakim rarytasem były owoce na święta – zwłaszcza cytrusy. Pamiętam także – niezapomniany smak grejpfruta jaki przygotowywała mi Mama, przekrojonego na pół i posypanego cukrem. Jakże ja się zajadałem tym ówczesnym rarytasem. Dokładnie, bardzo skrupulatnie wydłubywałem łyżeczką miąższ – zjadając na koniec gorzkawe błony. Jednym słowem była to euforia. Wspomnienie silne – ale ukryte gdzieś we mnie. Uśpione do wczoraj. Jakie ja przeżyłem katharsis kiedy spóbowałem Terres Fumees Sauvignon z 2010. Niby nic szczególnego, cena ok 17 zł – w sam raz na szybko do Bacalhau. Nie spodziewałem się czegoś szczególnego. A tu taka podróż sentymentalna. Nos – nosem. Kwasowość i mineralność, długi finisz. Wszystko jest. Ale smak? W smaku cofnąłem się do czasów smarkatych. W smaku ten właśnie grejpfrut czerwony z cukrem lekko gorzkawy – taki jaki przyrządzała Mama. Piłem i dotknąłem czasów szczęśliwych. Czasów pierwszego papierosa, pierwszej miłości, pierwszego grejpfruta. Przeżycie pełną gębą! Wiem, że to dość subiektywne ale za tą cenę dostajemy wytrawne, fajne, świeże i lekkie wino dobrze gaszące pragnienie. W sam raz na ciepłe dni jak i do ryby oraz owoców morza.

Producent: François Lurton

Szczep: Sauvignon

Kraj: France

Rocznik: 2010

Otagowane , , ,

Alma Grande Douro DOC 2008 Reserva

Uwielbiam Portugalię. Szczególnie upodobałem sobie Porto a winiarsko cały region Douro. Także uzupełniając zaopatrzenie wpadła mi w ręce – przez ciekawość – Alma Grande. Wczoraj postanowiłem spróbować i otworzyłem. Nie ma przyjemności od razu – potrzebuje gry wstępnej. Tuż po otwarciu alkohol przykrywa cały bukiet. Trzeba dopieścić i pozwolić pooddychać. Za tą cierpliwość odwdzięcza się intensywnym zapachem owocowo – kwiatowym. Trochę wanilii i czekolady. Lekko zdrewniałe ale nie przeszkadza. Wyraźna kwasowość i średnie taniny. Złożone. Z każdą kolejną lampką robi się “…jak jedwab”. Mówią, że kobiety są jak wino. Alma Grande jest jak kobieta – potrzeba cierpliwości a się otworzy. Jak na mój skromny dyletancki gust to wspaniałe wino. Bez rewelacji ale bardzo poprawne, eleganckie. Polubiłem je.

Producent: CAVES VELHAS

Szczep: Touriga Nacional

Region: Douro

Kraj: Portugalia

Rocznik: 2008

Otagowane , , ,

“ILUZJE”

“Iluzje” Iwan Wyrypajew, reżyseria Agnieszka Glińska. Teatr na Woli. Warszawa

Iluzje. Sztuka z opóźnionym zapłonem. Oglądałem w półśnie wyrywany przebłyskami humoru. Być może to mój stan psychofizyczny tego dnia, być może atmosfera sali teatralnej – niestety nie porwało. Trochę przeszkadzała mi fragmentaryczność ale strzępy historii poskładały się w końcu na całość. Iluzje dotarły do mojej świadomości następnego dnia rano.

O co w tym wszystkim chodzi? Na jesieni życia mamy nieodpartą potrzebę poukładania wszystkiego. Naturalna potrzeba definiowania rzeczywistości powoduje, że u schyłku życia bogaci w wiedzę i doświadczenie staramy się znaleźć odpowiedź na najważniejsze, dręczące nas pytanie. Pytanie o sens życia. Pytanie o miłość. Czym jest miłość i czy jest jedynym constans, który łagodzi ból istnienia?

Miłość jest… no właśnie. Czym? Okazuje się, że miłość jest iluzją, naszą projekcją złożoną z przeżyć, doświadczeń, tego co nas ulepiło. Nie znaczy to, że jest nieprawdziwa. Jest bardzo prawdziwa, namacalna. To nasze poczucie rzeczywistości w zderzeniu z tym jak jest naprawdę, okazuje się być iluzoryczne. Ironią i projekcją naszych potrzeb spełnienia. Nie chodzi tu o imperatyw zdefiniowania nienazwanego. Chodzi o uświadomienie sobie podstawowej prawdy – nic nie jest takie na jakie wygląda.

Wydaje mi się, że Wyrypajew genialnie dotyka natury ludzkiej. Naszych potrzeb, dramatów, oczekiwań. Po mistrzowsku grzebie w naszej duszy. Duszy współczesnego człowieka. Pokazuje niezwyciężoną potrzebę znalezienia jakiejś stałej w tym kosmosie. Czegoś, czego możemy być pewni a co pozwoli spokojnie dożyć kresu naszych dni. Iluzją zdaje się być nasze przeświadczenie, że oto wiemy już co to miłość. Wiemy i dzięki tej wiedzy jesteśmy w stanie uporządkować życie. Osiągamy spełnienie, które pozwala nam odejść z tego świata ze świadomością, że dotknęliśmy istoty życia. Iluzja? Każdy sam powinien znaleźć odpowiedź.

Na koniec, w prosty – bezpretensjonalny sposób burzy naszą świadomość, pokazując w ostatniej opowieści, że jedyne czego możemy być w życiu pewni, jedyne co jest prawdziwe to to, że umrzemy. Tylko tyle i aż tyle.

Ironia? Żart z człowieka? Z natury ludzkiej? C’est la vie! Życie. Pozostaje jednak dręczące mnie pytanie. Skąd trzydziestoparoletni człowiek wie tyle o życiu?

>Foto: Teatr Na Woli<

Otagowane

“Chory z urojenia”

“Chory z urojenia” Moliera, reż Giovanni Pampiglione. Teatr 6 piętro. Warszawa

Nie zamierzam pisać recenzji – wielki to teatr i nadal aktualny. Zaintrygowała mnie rzecz inna. Oglądając Andrzeja Grabowskiego w roli Argana, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że oto moim oczom ukazał się Tatuś. Tatunio. Pączuszek. Wypisz – wymaluj. Z jaką łatwością Grabowskiemu przychodziło zagranie władczego pana domu, chorego z urojenia hipohondryka w stanie prawie agonalnym  z taką pewnością czułem się  jak u siebie. Tryskając humorem, ukradkiem odtwarzałem w pamięci sytuacje i porównywałem z zagranymi momentami. Mądra, pełna komicznego absurdu satyra okazuje się nader aktualna. Aktualna jak dwa plus dwa jest cztery. Kochana moja Żono im będę starszy tym bardziej chory. Już mi coś strzyka w kręgosłupie!

Polecam…

Otagowane

po pierwsze – nie szkodzi…

Słowem wstępu.

Po pierwsze – nie szkodzi a może być pożyteczne. Jeżeli nie dla innych, to dla nas samych na pewno. Taka forma komunikacji pozwala uwolnić się od tego co nas dotyka i przede wszystkim uporządkować myśli.

Po drugie – pierwszy wpis na blogu i totalna pustka w głowie. Pisać – ale o czym? Chęci są – ale jakoś pomysłu nie starcza. Przywodzi mi to na myśl wiersz Mirona Białoszewskiego:

męczy się człowiek Miron męczy

znów jest zeń słów niepotraf

niepewny cozrobień

yeń

dalej, wystarczy minimalistyczna parafraza przez podmianę imienia i jak znalazł. Rewelacyjna w swej prostocie zabawa słowem. Coś z niczego. Dla mnie genialne.

Po trzecie – do rzeczy! Blog jest dla rodziny, bliskich, bliższych i najbliższych. Będziemy na nim opisywać nasze podróże, przemyślenia, uwagi, które mogą się okazać pożyteczne a będą zebrane w jednym, w miarę uporządkowanym miejscu. Dodatkowym aspektem jest zwykła potrzeba poczucia bezpieczeństwa przez naszych najbliższych – dzięki blogowi będą wiedzieli gdzie w danej chwili się znajdujemy, co robimy, co nas rozbawiło a czego się obawiamy. My zyskamy świadomość, że wiedzą gdzie nas szukać i gdzie z wendetą uderzyć. Przy minimalnym wysiłku codziennych wpisów i z drugiej strony śledzenia wiadomości, będziemy jak to mówią “keep in touch”.

Także pożyczając od filmowego Bolca – COCO JUMBO i do przodu…

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.