“Iluzje” Iwan Wyrypajew, reżyseria Agnieszka Glińska. Teatr na Woli. Warszawa
Iluzje. Sztuka z opóźnionym zapłonem. Oglądałem w półśnie wyrywany przebłyskami humoru. Być może to mój stan psychofizyczny tego dnia, być może atmosfera sali teatralnej – niestety nie porwało. Trochę przeszkadzała mi fragmentaryczność ale strzępy historii poskładały się w końcu na całość. Iluzje dotarły do mojej świadomości następnego dnia rano.
O co w tym wszystkim chodzi? Na jesieni życia mamy nieodpartą potrzebę poukładania wszystkiego. Naturalna potrzeba definiowania rzeczywistości powoduje, że u schyłku życia bogaci w wiedzę i doświadczenie staramy się znaleźć odpowiedź na najważniejsze, dręczące nas pytanie. Pytanie o sens życia. Pytanie o miłość. Czym jest miłość i czy jest jedynym constans, który łagodzi ból istnienia?
Miłość jest… no właśnie. Czym? Okazuje się, że miłość jest iluzją, naszą projekcją złożoną z przeżyć, doświadczeń, tego co nas ulepiło. Nie znaczy to, że jest nieprawdziwa. Jest bardzo prawdziwa, namacalna. To nasze poczucie rzeczywistości w zderzeniu z tym jak jest naprawdę, okazuje się być iluzoryczne. Ironią i projekcją naszych potrzeb spełnienia. Nie chodzi tu o imperatyw zdefiniowania nienazwanego. Chodzi o uświadomienie sobie podstawowej prawdy – nic nie jest takie na jakie wygląda.
Wydaje mi się, że Wyrypajew genialnie dotyka natury ludzkiej. Naszych potrzeb, dramatów, oczekiwań. Po mistrzowsku grzebie w naszej duszy. Duszy współczesnego człowieka. Pokazuje niezwyciężoną potrzebę znalezienia jakiejś stałej w tym kosmosie. Czegoś, czego możemy być pewni a co pozwoli spokojnie dożyć kresu naszych dni. Iluzją zdaje się być nasze przeświadczenie, że oto wiemy już co to miłość. Wiemy i dzięki tej wiedzy jesteśmy w stanie uporządkować życie. Osiągamy spełnienie, które pozwala nam odejść z tego świata ze świadomością, że dotknęliśmy istoty życia. Iluzja? Każdy sam powinien znaleźć odpowiedź.
Na koniec, w prosty – bezpretensjonalny sposób burzy naszą świadomość, pokazując w ostatniej opowieści, że jedyne czego możemy być w życiu pewni, jedyne co jest prawdziwe to to, że umrzemy. Tylko tyle i aż tyle.
Ironia? Żart z człowieka? Z natury ludzkiej? C’est la vie! Życie. Pozostaje jednak dręczące mnie pytanie. Skąd trzydziestoparoletni człowiek wie tyle o życiu?

>Foto: Teatr Na Woli<